Stojąc na gruncie teologicznym, o tym, czy to jest zemsta, czy coś innego, decyduje postawa osoby skarżącej - ściślej jej wewnętrzna intencja i wewnętrzne pobudki. To nie prawo jest tu winne, że ściga, tylko osoba, która je stosuje, bądź z niego korzysta. Ta sprawa rozgrywa się w sumieniu każdego człowieka i choć postępowanie może być identyczne, to w jednym wypadku będzie to naruszenie zasady wybaczenia, a w drugim nie. Podałam przykład z sąsiadką, która skarży się na dziecko. Czynności identyczne, zdarzenie identyczne, ale motywacja zupełnie inna.
Tak samo kobieta, składa doniesienie o przestępstwie w prokuraturze na swojego męża, że gwałci ich córkę. Może ona to zrobić, aby odizolować dziecko od zepsucia moralnego i może to zrobić z zemsty na mężu, wykorzystując przysługujące jej instrumenty prawne, aby się na nim odegrać.
Nóż służy do krojenia chleba, ale nożem można zabić człowieka, można go skaleczyć umyślnie, można skaleczyć nieumyślnie.
I dlatego w dalszym ciągu uważam takie stawianie sprawy jak: chrześcijanin a ściganie za szukanie dziury w całym. Równie dobrze można zapytać chrześcijanin a nóż czy samochód, żeby nie wrócić do sławetnego tematu: "Koń a sprawa polska". :diabelek:
http://www.forumchrzescijanskie.org
|